Mateusz Ługowski, 22-letni mieszkaniec Wysokiego Mazowieckiego, udowodnił, że determinacja i siła własnych mięśni mogą zaprowadzić na drugi koniec Europy. W ciągu zaledwie 21 dni jazdy pokonał samotnie na rowerze trasę liczącą ponad 2300 kilometrów, docierając do stolicy Grecji – Aten. To zwieńczenie pasji, która narodziła się cztery lata temu i z roku na rok popycha go do przekraczania kolejnych granic.

Pomysł na wyprawę do Aten zrodził się w głowie Mateusza już rok wcześniej, tuż po powrocie z rowerowej podróży do Wenecji. Jak sam przyznaje, wybór tego celu nie był przypadkowy. – Głównym czynnikiem, który spowodował wybór Aten jako cel podróży, oprócz chęci sprawdzenia się na tak długiej trasie, była możliwość przejechania przez dużą ilość krajów w całości, a nie tylko pośpiesznie zahaczając. Poznanie ich kuchni, kultury i podziwianie zróżnicowanych widokówwyjaśnia Mateusz Ługowski.

Reklama

Swoją podróż rozpoczął w Warszawie, skąd obrał kurs na południe Polski. Trasa wiodła przez Słowację, Węgry, krótki odcinek w Rumunii, Serbię i Macedonię Północną, aż do upragnionej Grecji. Przemierzał Beskidy Środkowe, mijał takie miasta jak Koszyce, Belgrad czy Skopje. Każdy dzień przynosił nowe wyzwania i krajobrazy – od równin Węgier po górzyste tereny Bałkanów.

Podróż nie obyła się bez momentów kryzysowych. Najpoważniejszy z nich wydarzył się w małej, greckiej miejscowości Ekkara, położonej w górach. To właśnie tam jego rower odmówił dalszej współpracy.

Podczas podchodzenia pod dość strome wzniesienie, w moją oponę wbiły się niewyobrażalne ilości kolców pochodzących z dziko rosnących krzewów. Pech chciał, że była to niedziela, a ja nie miałem już zapasowej dętkirelacjonuje podróżnik. Próby załatania dętki nie powiodły się, a bariera językowa utrudniała prośbę o pomoc. Gdy zrezygnowany zaczął iść pieszo w stronę oddalonego o 10 kilometrów miasta, postanowił wstąpić do lokalnej kawiarni. – W tym momencie wszystko zmienia się o 180 stopni, ponieważ rodzeństwo pracujące w tej kawiarni potrafiło płynnie mówić po angielskuwspomina Mateusz.

Mieszkańcy wioski okazali mu niewiarygodną pomoc. Został nakarmiony na koszt właściciela lokalu, a pracująca tam Konstantina zorganizowała mu transport autobusem na następny dzień. Co więcej, jeden z klientów kawiarni zaoferował mu nocleg w... starym młynie. – Poszedłem więc spać w starym młynie u całkowicie nieznajomego Greka, ale to była najlepsza i najciekawsza opcja. Nigdy nie zapomnę gościnności Konstantiny, jej brata i właściciela kawiarni, która uratowała mnie przed blisko 10-godzinnym spacerem przez górydodaje z wdzięcznością.

Zamiłowanie do turystyki rowerowej zaczęło się cztery lata temu, a głównym impulsem był starszy kuzyn, Kuba. Pierwsza wspólna trasa, z Wysokiego Mazowieckiego nad morze, odbyła się częściowo w tajemnicy przed rodzicami. Z czasem ambicje rosły, a na mapie podróży pojawiły się kolejne cele: Berlin w 2022 roku, Wiedeń rok później, a w 2024 roku pierwsza samotna wyprawa do Wenecji.

Brak jakichkolwiek ograniczeń, piękne widoki, poznawanie nowej kultury, próbowanie lokalnej kuchni i rozmowa z lokalnymi mieszkańcami, którzy łapią się za głowę kiedy słyszą że jadę ponad 2000 kilometrów sam roweremtak Mateusz opisuje to, co fascynuje go w samotnym podróżowaniu.

@papajuszek Dzień 18: przekleństwo dętki dzień kolejny #dc #fyp #rower #roweremprzezświat #podróż ♬ Is Instrumental Hip-Hop - AVANT-BEATS

„Najważniejsza zasada to: Nie dygać”

Zapytany o radę dla tych, którzy marzą o podobnych przygodach, odpowiada krótko i dosadnie: – Pierwsza i najważniejsza zasada wypraw rowerowych i spontanicznych podróży jest bardzo prosta, klarowna i dosadna. Brzmi ona: Nie dygać. Najważniejsze to mieć naładowany telefon z dostępem do Internetu.

Podkreśla, że problemy napotykane na trasie są kwintesencją takich podróży, a opanowanie i spokój pozwalają wyjść z każdej opresji. Zachęca, by zaczynać od zwiedzania Polski, a dopiero później ruszać w dalsze zakątki Europy.

Reklama

Choć podróż do Aten dobiegła końca, Mateusz już myśli o kolejnych wyzwaniach. W planach ma eksplorację Europy Zachodniej, ale jego głównym celem na najbliższe lata jest ukończenie triathlonu na dystansie IronMan.

Poczynania Mateusza można śledzić w mediach społecznościowych na Instagramie i TikToku pod nazwą Papajuszek.

https://www.instagram.com/papajuszek/

https://www.tiktok.com/@papajuszek

foto: archiwum prywatne Mateusza