Rogatka opadła wprost na dach nissana, a torami zbliżał się pociąg. Kierującej udało się wyjść z samochodu, a rogatkę podniósł policjant, który akurat przejeżdżał obok. Za zlekceważenie czerwonego światła przed przejazdem kobieta zapłaci 2000 złotych i straci 15 punktów.
Do zdarzenia doszło w środę, 19 sierpnia, na przejeździe kolejowym w Gosiach Dużych w gminie Kołaki Kościelne, w powiecie zambrowskim. Nissan stanął przy torach już za sygnalizatorem, a chwilę później opadająca rogatka położyła się na jego dachu.
Kierująca zdążyła wyjść z auta, pociąg przejechał bez przeszkód i nikt nie ucierpiał. Za popełnione wykroczenie kobieta dostała 2000 złotych mandatu, a na jej konto trafiło 15 punktów karnych.
Jak przekazała policja, kierująca podjechała pod przejazd, gdy sygnalizacja nadawała czerwone światło. Ominęła sygnalizator i zatrzymała samochód, bo - jak tłumaczyła później policjantom - była przekonana, że urządzenie nie działa, i chciała sama sprawdzić, czy nie nadjeżdża pociąg. Wtedy rogatki zaczęły się opuszczać.
W tym samym momencie obok przejazdu przejeżdżał dzielnicowy z Posterunku Policji w Rutkach Kossakach. Zajął się zabezpieczeniem miejsca i pozostałymi kierowcami, a po przejeździe pociągu podniósł rogatkę, żeby kobieta mogła odjechać z niebezpiecznego miejsca.
Czerwone światło przed przejazdem nie podlega ocenie kierowcy
Policjanci przypominają, że czerwony sygnał przed przejazdem kolejowym oznacza bezwzględny zakaz wjazdu na tory. Kierowca nie może na własną rękę uznać, że sygnalizacja jest uszkodzona, i wjechać na przejazd, żeby sprawdzić, czy coś nadjeżdża.
Zakaz obowiązuje również wtedy, gdy rogatki są opuszczone, dopiero zaczynają się opuszczać albo podnoszą. Szczególnie niebezpieczne jest zatrzymanie pojazdu na torach albo pomiędzy rogatkami. Jak dodają policjanci, błędna ocena sytuacji albo przekonanie, że akurat „nic nie jedzie", może na przejeździe kosztować życie.