Ktoś zauważył, że kierowca skody może być pijany, i zadzwonił po policję. Patrol drogówki dojechał na trasę między Rudką a Brańskiem i zatrzymał auto do kontroli. Alkomat pokazał u 36-latka z powiatu wysokomazowieckiego blisko 1,8 promila.

Wszystko rozegrało się w miniony weekend w sąsiednim powiecie bielskim. Jak przekazała tamtejsza komenda policji, sygnał o kierowcy, który może być nietrzeźwy, dali przypadkowi świadkowie. Policjanci pojechali na wskazaną drogę od razu.

Reklama

Po badaniu 36-latek stracił prawo jazdy jeszcze na miejscu. Policja podaje, że grozi mu kara do 3 lat pozbawienia wolności.

Przy takim wyniku sąd decyduje też o aucie

Kierowanie samochodem z takim stężeniem alkoholu to przestępstwo, a przepisy każą sądowi zająć się przy tej okazji również pojazdem. Kodeks karny w art. 44b nakazuje orzec przepadek auta prowadzonego przez sprawcę, jeśli miał on co najmniej 1,5 promila. Odstąpić od tego można tylko w wyjątkowym wypadku, uzasadnionym szczególnymi okolicznościami. Jeśli samochód nie należał wyłącznie do kierowcy, zamiast przepadku orzekana jest nawiązka - od 5 tysięcy do 500 tysięcy złotych.

Telefon od świadka bywa początkiem sprawy sądowej

Podobne zgłoszenia trafiają też do policjantów w naszym powiecie. Pisaliśmy niedawno o 47-latku, który jechał motorowerem przez gminę Ciechanowiec z ponad 2,5 promila i sądowym zakazem prowadzenia pojazdów. Skończyło się czterema miesiącami bezwzględnego więzienia, 10 tysiącami złotych nawiązki i 5 tysiącami grzywny. Wcześniej opisywaliśmy 46-latka, który z ponad trzema promilami rozbił fiata na znaku drogowym w gminie Szepietowo, choć nigdy nie zrobił prawa jazdy.

Weekend na drogach powiatu bielskiego

Skoda nie była jedynym autem, którym zajęli się w weekend bielscy policjanci. W samym Bielsku Podlaskim patrol zwrócił uwagę na volvo z blachą zamiast szyby w tylnej klapie. 51-letni kierowca miał 0,3 promila alkoholu w organizmie. Policjanci zatrzymali mu prawo jazdy, a z powodu braku badań technicznych również dowód rejestracyjny.

Reklama

Późnym wieczorem dzielnicowy zatrzymał mężczyznę jadącego środkiem drogi nieoświetloną hulajnogą elektryczną. 39-latek z Bielska Podlaskiego miał blisko 1,8 promila, czyli tyle samo co kierowca skody.

41-letni mieszkaniec gminy Boćki wpadł przez parkowanie. Opla zostawił tuż przy przejściu dla pieszych, a sprawdzenie w policyjnych systemach pokazało, że nie ma uprawnień do kierowania. Na krajowej 66 w rejonie Grabowca wideorejestrator zarejestrował z kolei mercedesa, który na odcinku z ograniczeniem do 90 km/h jechał 121. Kierowca nie przyjął mandatu, więc sprawą zajmie się sąd.

Policjanci przypominają o ostrożności na drodze i powtarzają, że jedna zła decyzja może skończyć się tragedią.