Cztery lata, kilka stacji kontroli pojazdów i około trzydziestu tysięcy badań technicznych, za które kierowcy zapłacili, ale paragonu nie dostali. Podlaska Krajowa Administracja Skarbowa wyliczyła, że przedsiębiorca ukrył w ten sposób ponad 3 mln zł obrotu.

Kierowca, który zostawia na stacji diagnostycznej kilkadziesiąt złotych i wychodzi bez wydruku z kasy, zwykle o tym nie myśli. W regionie takich sytuacji uzbierało się około trzydziestu tysięcy i dopiero kontrola skarbowa pokazała, ile na tym stracił budżet państwa.

Reklama

Kontrola celno-skarbowa objęła rozliczenia podatku od towarów i usług z lat 2022-2025 u przedsiębiorcy, który prowadzi kilka stacji kontroli pojazdów. Urzędnicy ustalili, że w rejestrach sprzedaży zabrakło około trzydziestu tysięcy wpłat od kierowców za przeprowadzone badania techniczne.

Ukryte obroty sięgnęły ponad 3 mln zł. O tę kwotę firma zaniżyła sprzedaż, a w konsekwencji zobowiązanie w podatku VAT zmalało o ponad 700 tys. zł. Jak podaje KAS, pieniądze wpłacane przez klientów trafiały do prywatnej kieszeni zamiast do budżetu państwa.

Przedsiębiorca przyznał się do nieewidencjonowania świadczonych usług. Złożył korekty deklaracji VAT i uregulował należny podatek razem z odsetkami, dzięki czemu ponad 700 tys. zł wróciło do budżetu.

Paragon to nie formalność

Skarbówka zwraca uwagę, że proceder na taką skalę nie byłby możliwy, gdyby kierowcy pamiętali o odbieraniu dowodu zakupu. Paragon albo faktura to nie tylko pewność, że podatek trafi tam, gdzie powinien, ale też podstawa ewentualnej reklamacji wykonanej usługi.