Balon z trzema tysiącami paczek papierosów wylądował nocą na pastwisku, a chwilę później na posesję wjechało auto z dwoma mężczyznami. Tłumaczyli, że chcą tylko zabrać paczkę. Kiedy usłyszeli, że na miejsce jadą policjanci, zrobili się agresywni.

Domownicy byli już na dworze, gdy na podwórko wjechał samochód. Mężczyźni zatrzymali się i powiedzieli wprost, po co przyjechali: po pakunek, który przed chwilą spadł z nieba. Tyle że w domu zdążono już zadzwonić po policję.

Reklama

Jak przekazała policja, na tę wiadomość obaj zaczęli zachowywać się agresywnie i próbowali wysiąść z auta. Zgłaszający nie pozwolił im na to do czasu, aż na miejsce dotarli funkcjonariusze.

Balon zauważył nastolatek

Wszystko zaczęło się w środku nocy. Nastolatek zobaczył, że na pastwisko jego rodziców opada ogromny balon z podczepionym pakunkiem. Od razu zaalarmował domowników, a ci powiadomili policję.

Na miejsce przyjechali policjanci z białostockiej patrolówki, znalezisko sprawdzali też policyjni pirotechnicy. Pod balonem wisiał pakunek z 3 tysiącami paczek papierosów różnych marek bez polskich znaków akcyzy. Gdyby ten towar trafił na rynek, Skarb Państwa straciłby ponad 100 tysięcy złotych.

Mieli szukać znajomego z wesela

41-latek i jego 38-letni wspólnik przekonywali policjantów, że na tej posesji znaleźli się przypadkiem. Mówili, że szukali znajomego, którego mieli odebrać z wesela. Obaj zostali zatrzymani.

Podczas przeszukania mieszkania 38-latka policjanci znaleźli w kieszeni szlafroka niewielką ilość narkotyków. Wstępne badanie narkotesterem wskazało marihuanę.

Trzy miesiące aresztu, grozi im do 5 lat

Prokurator postawił obu mężczyznom zarzuty złamania zakazu z przepisów o przeciwdziałaniu wspieraniu agresji na Ukrainę i ochronie bezpieczeństwa narodowego, przemytu wyrobów tytoniowych przez granicę polsko-białoruską przy pomocy balonów meteorologicznych oraz sprowadzenia bezpośredniego zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób. 38-latek odpowie dodatkowo za posiadanie narkotyków mniejszej wagi. Sąd zdecydował o trzymiesięcznym areszcie dla obu. Grozi im do 5 lat pozbawienia wolności.

Reklama

To sąsiedni powiat, ale u nas takie balony też spadają

Sprawę prowadzą policjanci z Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku, a samo zdarzenie miało miejsce w powiecie białostockim. Mieszkańcy naszych gmin mają jednak za sobą całą serię takich znalezisk.

Pod koniec września ubiegłego roku w gminie Szepietowo paczka z 30 tysiącami papierosów przebiła eternitowy dach budynku gospodarczego i uszkodziła stojący w środku samochód. Dzień później pozostałości balonu leżały na prywatnej posesji w Trojanowie w gminie Klukowo, wcześniej podobne szczątki znaleziono na polu pod Kuczynem. W sierpniu tego roku policjanci zabezpieczali balon z kontrabandą na polu w Jabłonce Kościelnej w gminie Wysokie Mazowieckie. Tego samego dnia inny osiadł na dachu budynku mieszkalnego w Jaświłach w powiecie monieckim, a pod czterema czaszami wisiało tam około 15 tysięcy paczek papierosów.

Policja: nie dotykać, dzwonić na 112

Do pakunków przemytnicy mocują nadajniki GPS, dzięki którym potrafią dojechać po ładunek bardzo szybko. Sprawa spod Białegostoku pokazuje, czym to grozi przypadkowemu znalazcy: właściciele posesji mieli do czynienia z dwoma mężczyznami, którzy na wieść o policji stali się agresywni.

Przy takich znaleziskach nie wolno niczego dotykać ani próbować odczepiać czasz. Trzeba powiadomić numer alarmowy 112 - tu zawsze istnieje ryzyko zapłonu lub wybuchu.

mł. insp. Tomasz Krupa, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Białymstoku

Wysokomazowiecka policja przy wcześniejszych znaleziskach powtarzała to samo: podejrzanego pakunku nie wolno dotykać ani przenosić, trzeba od razu powiadomić służby.